Bartosz Ratajczyk

Bio

Spośród wielu środków malarskiego wyrazu wybieram ostatnio rozwiązania proste, graficzne, ocierające się trochę o banał.

Staram się wykluczyć z przestrzeni płótna ślady narzędzi, rezygnuję z bogactwa znaków jakie niesie poddanie się pewnemu żywiołowi, jakim jest spontaniczny kontakt z przestrzenią malarską. Jest dziś we mnie potrzeba porządkowania myśli plastycznej, która przy obrazie wyklucza nonszalancję. Może to brak odwagi przed podjęciem poszukiwań, które zawsze kończyły się “wyciąganiem” obrazu z przepastnego, chaotycznego środowiska plam, linii, kolorów. Świadomie rezygnuję z pewnych niewiadomych, które mogłyby stworzyć ciekawe formy plastyczne, mimo że pokusa doznania działania przypadku i większego zaangażowania w kontrolowanie tego przypadku istnieje. Uświadomiona kontrola i przypadek współistnieją, mieszają się. Przypadek dostrzeżony w odpowiednim momencie i zatrzymany, “zaanektowany” nawet pod postacią jakiegoś surowego obszaru (który ujął mnie pewną energią) jest cenny. Burzy dyscyplinę, odświeża swobodę formułowania kształtów.

Jak pogodzić potrzebę analitycznego podejścia z szaleńczym imperatywem intuicji wyrywającej się z “wariacją”? Ten ruch, nagła decyzja, jakiś wstrząs wewnętrzny, jest nieunikniony. Reakcja na “rygory” geometryzowania, to często poszukiwanie istoty na przeciwnym biegunie za pomocą przypadkowego gestu, inspirowanego szeregiem przypadkowych zdarzeń tworzących obraz.

Mimo tego myślę, że jestem bliżej obrazowania ilustracyjnego niż malarstwa. O tym, jak działa farba wyrażająca coś bezpośrednio (kiedy np. w autoportrecie Rembrandta pojawiają się nieracjonalne pociągnięcia pędzla tworzące wizerunek niemal anty ilustracyjny), a wyrażająca coś przez ilustracyjność, mówił bardzo wyraźnie Francis Bacon. Przypadek wmieszany do akcji zapobiega ilustracyjności, to co zaplanowane dokładnie, rodzi kolejną ilustrację. Z drugiej strony, osobiście oddaję się czemuś, co można nazwać aktem twórczym. Kreacja jest tak samo motorem napędzającym jak częścią planu podejścia do obrazu. Postaci z moich prac w większości ukazują się jako te, które mając wybór między leniwym unoszeniem się na powierzchni trywialnej codzienności, a walką o swoje “pełne człowieczeństwo” wybierają to pierwsze. Mając przed sobą możliwość wyboru między elementarnymi postawami czynienia zła albo czynienia dobra wybierają te pierwsze. Ich twarze nie są zdeformowane, ale są wulgarne, cyniczne, więc uświadamiają degradację i deformację ducha. Postaci oglądane na płótnach są z wyglądu agresywne, o prostackich, chytrych w wyrazie twarzach. Jeśli spotyka się twarz spokojną czy miłą, ma się podejrzenie, że to z powodu jakiegoś defektu, czy ograniczenia lub z kompletnej naiwności. Zdaje się, że mam dla swoich bohaterów serce pełne oschłości.

W pracach jest niewiele rekwizytów. Bliskie jest mi surrealistyczne traktowanie przedmiotu, zmiana kontekstu jego znaczenia, odbieranie przedmiotowi potocznego sensu. Nie mam potrzeby dekorowania świata, czynienia go ładniejszym, bardziej przyjaznym, czy “pogłębionym” w sferze myśli.

Bartek Ratajczyk